piątek, 28 czerwca 2013

BRY BRY BRY !

W związku z tym, że w wakacje wyjeżdżam na różne obozy, zapewne nie będę za często i gęsto pisac...no i dodatkowo mam plan aby dodac do mojego BIG STORY, kogoś nowego...czy to będzie dobra czy zła osoba...pomyśle. Piszcie w komentarzach z jaką istotą ma byc powiązany. Ten który naj...mi się spodoba wystąpi w moich skromnych działach. To tyle
WESOŁYCH WAKACJI !

P.S. Jakby ktoś nie zrozumiał końcówki 10 rozdziału, to niech cofnie się do 6 ! :D tam będzie małe wyjaśnienie ;)

czwartek, 27 czerwca 2013

10. Patriel i Neko vs. Duet Piekieł

Paul
-Wstrzymać konie moi drodzy !-Oznajmił tajemniczy głos. Znajdowaliśmy się metr od przeciwnej drużyny. Wokół nas, zaczął powstawać dym, który powoli odbierał nam, pole widzenia. Po kilku sekundach, zrobił się tak uciążliwy, że zamknąłem oczy. I oto znalazłem się na widowni.Na dole pozostała tylko czwórka. Patryk, Neko i dwie dziwne dziewczyny. Jedna z nich, miała długie, proste, ciemne włosy i czerwone oczy. Ubrana w skórzaną kurtkę i spódniczkę, do kolan czarne podkolanówki, a na nogach, wysokie buty na koturnie. Co do jej towarzyszki, była od niej o pół głowy niższa i podobnie ubrana. Różniły ją tylko, rude włosy spięte w kok, i ostry, czerwony makijaż. Rywale stali naprzeciw siebie, w odległości trzech metrów. Po między nimi stał ogromny kielich, w którym płonął ogromny ogień. Czekaliśmy na reakcję. Ja stałem na samym dnie widowni z resztą przyjaciół. Wszyscy krzyczeliśmy ile sił, motywując pozostałą dwójkę. Nagle, coś sobie uświadomiłem. Gdzie jest pozostała ósemka, z drużyny przeciwnej ? Zacząłem rozglądać się, szukając ich. Dopiero po chwili, ujrzałem ludzi siedzących w środkowym rzędzie. Każdy z nich miał na sobie szatę, która zakrywała, całe jego ciało.
-Witajcie na Arenie !-oznajmił głos na arenie. Pochodził on od kukiełki, która zapewne miała niecały metr wysokości. Była ona ubrana w garnitur, z włosami ulizanymi. Jedyne co nie pasowało, to szeroki uśmiech i oczy, które zostały nierównomiernie rozmieszczone. -Nazywam się Puppekin. Będę sędziował wasze walki, zatem pozwólcie, że przedstawię wam zasady. Pierwsza,walczymy tak długo, aż jedna ze stron opadnie z sił. Druga, nikt z zewnątrz nie może wam pomóc. I trzecia, jeśli ktoś, zechce uciekać, to niech liczy na śmierć. To tyle, a teraz zaczynamy !
Nie minęła nawet chwila, a niższa, z dwójki dziewczyn,skoczyła w górę i wykrzyknęła zaklęcie:
-Succubus:Slavery!-I w tym momencie jej ciało pokryły czerwone, łuski, włosy zamieniły się w ogień, a oczy zmieniły barwę na czarną.Po chwili z jej ciała, została wysłana czarna fala, która rozchodziła się po całej arenie. Neko stała i patrzyła. Wyglądało na to, że zaklęcie nie wpłynęło na nią w żaden sposób.
-Ha...-zaczęła z przekąsem-Na szczęście nie będziesz dla mnie już wyzwaniem...
-Hi,hi,hi...-zaczęła się piekielnie chichotać- J A raczej nie, ale on...-wskazała na Patriela- raczej tak.
Neko przeniosła wzrok, na chłopaka. I w tym momencie zamarła. Jego oczy były wypełnione czarną substancją, która zalewała mu oczy. Na jego twarzy, zaczęły tworzyć się czarne żyły. Po chwili odwrócił głowę w stronę dziewczyny i powiedział z chłodem:
-Nie jesteś moją dziewczyn...-I tutaj nagle się zatrzymał. Zaczął się trząść. Upadł na ziemię i krzyczał jakby wyrywali mu kończyny na żywca. Dziewczyna miała strach w oczach.  Zdołała jedynie wyduśic:
-Patriel !! Co ci jest ?!
-On już nie jest, tym kim był dla ciebie dawniej-odrzekła rudowłosa- Od teraz jest moją marionetką. Spójrz tylko-i po chwili w jej dłoniach powstał flet, zakończony głową kozła, nucąc jednocześnie-potęgo melodii piekieł, stwórz koszmar i znajdź w nim odpowiedź. Niech piekło pochłonie tego, który zakochał się i oddał dusze diabłu...
I w tym momencie, Wszystkie, czarna substancja, wchłonęła się, a żyły znikły. Teraz chłopak stał na przeciwko niej z gniewem w oczach. To nie ten sam Patriel...mówiłem sobie. On jest pod wpływem jakiegoś czaru, tylko...co to za czar? Próbowałem coś wymyślić. Jednak niespodziewanie usłyszałem okrzyk. To Neko, poleciała kilka metrów, pchnięta przez Patriela. Biedak...nie panował nad sobą. Chodził równo, a po chwili wypowiadział ze spokojem:
 -Disastrous fate: Fall into Darkness!
I naglę, ciało jego pochłonęła ciemność. Wyrosły mu duże, czarne, opierzone skrzydła, włosa unosiły się teraz lekko do góry, a z ust i oczy, wydobywał się czarny dym, który przypominał duszę. Po niecałej sekundzie, w stronę wiedźmy( czyli Neko) poleciały dwa czarne kruki, które płonęły, czarnym ogniem. Dziewczyna, cudem uniknęła jednego, jednak drugi, trafił ją w ramie, tworząc okropne poparzenie. 
-I jak się walczy z ukochanym ?- Zapytała tym razem ciemnowłosa, bawiąca się od samego początku włosami.- Zapewne nie zabijesz go, ale on nie będzie miał, żadnych skrupułów. Przynajmniej nie teraz...
-Skąd wiesz, że jesteśmy parą?-docięła jej, dysząc i sapiąc.
-Moja przyjaciółka, umie czytacz w myślach swoich ofiar, więc raczej nic nie masz od ukrycia. 
-Tępe dziw...
Ne zdążyła dokończyć, gdyż w tym momencie, Patriel, złapał ją za kark. Podniósł ją i zaczął mocno ściskać, tak, że dziewczyna z trudem łapała oddech.
-Patrielu...-Zawołała rudowłosa-jeszcze jej nie zabijaj. Ale na razie połam jej nogi.
Chłopak puścił. Gdy  upadła, chłopak już przygotował się do uderzenie butem w jej łydkę, lecz ona wykrzyknęła:
-Witch:Meteor Rain !
I z nieba zleciały lśniące kule, które narobiły gigantycznego problemu. Wykorzystując tą chwilę dziewczyna, uciekła, i pobiegła nieco dalej, jednak musiała się też liczyć z tym, że mogą to uznać za probe ucieczki. Widać, było, jak Patriel ją potraktował. Ogromne oparzenie, na ramieniu, krew lecąca z ust, zapewne od krwotoku wewnętrznego. Ale nadal stała i było widać, że nie zamierz się poddać. Z jej oczu biła pewność siebie i odwaga. 
-Nekoooo! Dasz radę! Skup się!-wołała przez łzy Lidka i Alex. Zadziwiające, jak obie się dogadywały. 
-Coś tu jest nie tak...-mówiłem sobie na głos. Tylko co, co , CO ?!
Zaraz...przecież, Patriel zmienił się o z chwilą przywołania fletu. Czy to oznacza...
-NEEEKOO!!-krzyknąłem z całych sił-Zniszcz najpierw  FLEET!!
Spojrzała się w stronę dziewczyny. Chyba zrozumiała ! Przez chwilę czułem spokój, jednak nagle, któż złapał mnie za rękę. To nikt z naszej drużyny! On, Ona...W każdym razie to coś, trzymało mnie za rękę i patrzyło na arenę wielkimi oczami. Było całe czarne, bez ubrania, bez niczego...tylko, wyłupiaste, czarne oczy i szeroki uśmiech.
-K...kim ty jesteś?-wydukałem, niczym przestraszone dziecko. 
-OD dzisiaj, jestem twoim przyjacielem...a raczej panem. Czujesz swoich przyjaciół, zapewne nie...A zatem nie masz teraz żadnego wsparcia. Słuchaj mnie uważnie, bliskie ci osoby w tej krainie, są naznaczone mrocznym  kielichem. Zapewne nigdy nie będzie ci znana jego moc, jednakże przejdźmy do sedna sprawy. Masz dwa wyjścia. Pierwsze, to oddanie życia, za przyjaciół, na walce lub poprzez samobójstwo. Drugie, to przyłączenie się do nas. Co wybierasz ? Każdy z tych wyborów, inaczej wpłynie na twoją przyszłość. Masz czas do końca walki, później oni zostaną zmieceni z powierzchni życia. 
Cień znikł. Wszystko wróciło do normy. Świat "znormalniał". Stałem tak przez chwilę myśląc, co zrobić. Albo ich zdradzę, albo zginę. To drugie i tak jest wiadome. Jednakże nie chcę umierać bez żadnego śladu.
Zaraz, zaraz...Mam ! już wiem co zrobię. Spoglądam najpierw na przyjaciół. Są zapatrzeni w walkę, a więc nie zauważą mojego zniknięcia. Powolutku usuwam się w cień. Naglę, poczułem uścisk, na moim nadgarstku.
-Podjąłeś decyzjo, Gorgono ?
-Tak. Przyłącze się do was, ale...-próbowałem odpowiadać , jak najspokojniej.
-Słucham, czego pragniesz?-odpowiedział spokojnie.
-Zamienię ich w kamień i wyślę w jakieś odludne miejsce.
-Skoro, taka jest twoja wola...
...
-To już chyba wszyscy...-powiedział olbrzym, który należał do przeciwnej drużyny. Byliśmy na ogromnym klifie. Przerwaliśmy turniej. Ja zamieniłem wszystkich w kamień, a tamci rozprawili się ze strażą i sługusami. W sumie, udało się także uwolnić z pod Upadłego Anioła. Cała dziewiątka, stała w postaci, kamiennych posągów.  
-Jeśli pozwolisz...-zacząłem spokojnie-chciałbym się z nimi pożegnać.
Wielkolud milczał. Na szczęście on był jedynym, który  mi pomógł, więc poza nim nie ma już nikogo. Gdy tamten odwrócił się plecami do mnie, wyciągnąłem nóż. Był z co prawda z mosiądzu, ale za to bardzo ostry. Po cichutku podszedłem do wielkoluda. Zawołałem go. Odwrócił się i...pach! Nóż trafił go prosto w kark. Powoli padał i umierał...a ja stałem ze smutkiem w oczach. Gdy umarł, ja podszedłem z łzami w oczach do przyjaciół. 
-Byliście wspaniali...przepraszam za to, że tak was ratuję, ale nie miałem innego wyjścia. Nie chcę abyście zginęli...nie chcę. 
Każde posąg ucałowałem w policzek i przytuliłem. Po chwili byłem już gotów. Nie poddam się. Biegnę w stronę klifu. Ocalę ich nawet za cenę własnego życia. Skok w pustkę... i ostatni lot...

** Idioto ! Chcesz poświecić własne życie, dla nich ?! Czemuż...nie, on zrobił dobrze. To moja wina. Za bardzo nim manipulowałam. Zawsze byłam uległa i głupia, a teraz przez to ginie chłopiec ! NIE !
NIE ! NIE! Nie pozwolę na to !      

     

             

niedziela, 2 czerwca 2013

9. Przed bitwą

Neko
Poczułam lekki powiew wiatru. Otworzyłam oczy i ujrzałam go jeszcze śpiącego. Miał taki dziwny wyraz twarzy. Zarazem przesłodki, ale jednocześnie smutny. Uwielbiałam go. Jego oddech, uśmiech, wzrok, to gdy mnie przytulał...zawsze czułam ciepło. Może nie jest tak źle...
Od razu po przemyśleniach zerwałam się z łóżka, aby już się przyszykować. W końcu dzisiaj jest ten dzień...
Spojrzałam na Patriela. Sama jego obecność dodawała mi otuchy. Założyłam stanik, majtki i t-shirt. Po ubraniu się, usiadłam na skrawku łóżka, pochyliłam się i szepnęłam mu do ucha:
-Pora wstawać...
-Jeszcze pięć minut...-odpowiedział z jednoczesnym ziewnięciem
-Dałabym ci na pewno te pięć  minut pospać, ale Królowa raczej wątpię...
-Wiesz co mnie interesuje jej zdanie ?!
-No wiem misiu...wstawaj lepiej-dokończyłam nieco przygnębiona całą sytuacją.
"Jeżeli go kochasz, to czemu mu tego nie powiesz prosto w twarz? A może ty nic nie czujesz...tylko rządzę mocy...w takim razie pozwól, że ja cię nią...
-Dosyć !-mówiłam głośno w myślach.


"Co dosyć...jakie dosyć! Ty mnie może lepiej wysłuchaj...ja też byłam człowiekiem! Prawie wszystkie mityczne istoty nimi były, ale...to nasze grzechy dały nam moc, abyśmy mogli za nie zapłacić. Wiem, że brzmi to nie zrozumiale, lecz z czasem zrozumiesz co miałam na myśli..." 
-Masz racje, nie rozumiem tych słów, ale...
W tym momencie wyszedł Patriel, który objął mnie w pasie. Poczułam ciepło. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie gdyby nie fakt, że przed nami, otoczona powiewami wiatru i lekkimi przebłyskami, pojawiła się Driana, która lewitowała, o dziwo z poważnym wyrazem na twarzy. Patrzyła teraz swoimi lśniącymi oczami, na dwójkę młodych, które dawały do myślenia.
-A zatem...-zaczęła smutnym tonem-Chciałam wam uświadomić, że walki na Arenie przeznaczenia, kończą się zazwyczaj śmiercią, którejś ze stron...
-Czemu nam nikt o tym nie powiedział?!-krzyknęłam z Patrielem, nie ukrywając przerażenia.
-Żeby was nie straszyć...
-Ależ mi argument!
-Eeech...mniejsza. W każdym razie za chwilę prze teleportujemy się na Arenę Przeznaczenia. Jakieś pytania?
-Tak jedno...-odrzekł Patriel. Widać już było jak tętnica na karku, podskakuje.-Po jaką cholerę mamy to dla was robić? Straciliśmy przez was dom, rodzinę i my mamy jeszcze was chronić...co za żen...
-Nie musisz dokańczać-odezwała się Driana z zaciśniętymi wargami-Rozumiemy waszą sytuacje i jest nam przykro, ale tu nie chodzi tylko o was. Underworld jest także podstawą waszego świata.
-Co?-odrzekłam zaciekawiona
-sama nazwa powinna wszystko wyjaśniać...jesteście w podziemiach Hadesu, które są podstawą tej planety. Można by rzec, że znajdujecie się w jądrze ziemi...
-CO?!
-eeech...szykujcie się...za chwilę ruszamy.
-oki.
W tej chwili przez drzwi do sali tronowej, przeszła Amber. Miała ona smutny wyraz twarzy, a z jej oczu, bił smutek i trwoga.
-W porządku Królowo?-zapytała Driana ze smutkiem w oczach.
-Byłoby gdybyście powrócili żywi...
Nagle u jej stóp, na ziemi powstał pentagram, który lśnił czerwonym plaskiem. Z niego natomiast, jak przez mgłę przeleciała butelka, w której środku znajdowała się kartka. Królowa chwyciła ją szybkim ruchem i otworzywszy butlę, zaczęła czytać jej zawartość.
-Niemożliwe!- krzyknęła a na jej policzkach, zaczęły, malować się płonące plamy.-Co za gnojek!
-Co się stało?-powiedział Patriel, który teraz, stał nieco przerażony.
-Zwołaj wszystkich bohaterów! Ale już!
-D...dobrze.
Po chwili pojawili się wszyscy. Ustawiliśmy się w kręgu, aby każdy mógł usłyszeć dokładnie słowa Amber. Tylko Gaeliora nigdzie nie było. Już od chwili, gdy stoczyliśmy walkę. Widocznie uciekł. A wracając do akcji królowa stała cała zgorączkowana. Po chwili zaczęła mówić, ledwo nie wykrzykując słów:
-Dostałam list od króla pustki...pisze w nim, że...ma...mamy się w nim wszyscy stawić! Albo inaczej...wyda najcennieszy sekret tej krainy.
-Czyli?-zapytał się Paul, będący
-Jak wiecie, Underworld to podstawa tego świata. Ale jak myślicie co utrzymuje naszą krainę?
-hmmm-zaczęli się wszyscy zastanawiać.
-Może was nieco ukierunkuje. Dzięki czemu, może przetrwać osoba, która jest pusta uczuciowo i bez życia?
-Miłości?-powiedziałam.
-To nie to akurat...
-Czułości?-Odezwał się obok mnie Rolkimus.
-Nieeee...
-Nadziei?-włączyła się Monte do burzy mózgów.
-Dokładnie! A teraz następne pytanie: Jak myślicie co dokładnie nas utrzymuję?
-Nadzieja?-odezwała się Alex z ironią w głosie.
-Gorzej...ludzie, którzy ją posiadają. A zwłaszcza umierający na różnego rodzaju choroby nieuleczalne.  My żywimy się ich emocjami, bólem, budując ten świat i utrzymując jego równowagę.
-Dlaczego?-zapytała Monte
-Ponieważ ludzki ból i emocje przez niego wywoływane, są najsilniejszymi, jakie dotąd powstały. Agonia, furia, szał! One wszystkie są niezwykłe...
I tutaj urwała. Sądziliśmy, że coś dopowie jeszcze, ale nic nie mówiła. Staliśmy tak przez dobre kilka chwil, gdy nagle odrzekła:
-Przepraszam.
-Spokojnie...nic się nie sta...-próbowała pocieszyć Alex, gdy nagle Królowa przerwała jej. Jej twarz była zalana łzami.
-jak to nic się nie stało? Zmusiłam waszych rodziców, aby was zabili. Dodatkowo jeszcze zmuszam was do walki i treningów. Ponadto skazałam was na wojnę i cierpienie. Czy wy myślicie, że to N I C T A K I E G O ?! 
-Trudno-odrzekł Patriel stojący teraz z zaciśniętymi pięściami-Stało się. Nic już chyba na to nie poradzimy, więc jedynie skupmy się na celu. Podobno możecie cofnąć czas?
-Tak...-odpowiedziała, przestając powoli płakać-Mamy urządzenie, które pozwala na to. Ale może przenieść, zwykłych ludzi...nie pół ludzi, pół istoty mityczne. 
-A zatem co teraz?-Powiedziałam nieco zmartwiona, cała tą sytuacją. Po chwili usłyszałam chrapliwy, stary głos w głowie

"Kochana...co ty się męczysz na troski. Najprościej zapomnieć o tej sytuacji i uciec. Niedaleko jest cudowne pole, gdzie można się zabawić. Tam lepiej się udaj. W końcu i tak stąd nigdy nie wrócisz! Hahahahaha..."-Zamilcz...-powiedziałam cicho, czując jak łzy zaczynają mi spływać po policzkach.
-W porządku?-zapytał się Milok, który stał za moimi plecami.
-Tak, oczywiście.
Po chwili usłyszeliśmy wołanie Driany:
-Ludzie, może byśmy się tak wszyscy pojawili tam? CO ?
-Okej, okej...
Królowa wstała. Po chwili chóralnym tonem, wykrzyczała zaklęcie:
  -UR ARI FITOEN!
Świat nagle zaczął czernieć. Zaczęła ogarniać nas ciemność. Minęła minuta. Wszyscy znaleźliśmy się na piasku. Wokół nas rozciągała się, ogromny plac. Po obu jego stronach stały gigantyczne znicze, które płonęły pełną mocą. Widownia wręcz sięgała nieboskłonu. Miejsca były wypełnione duchami i dziwnymi stworzeniami. Byli oni za wysoko ustawieni, aby móc się do nich dostać. Po chwili, pojawiło się dziesięć przedziwnych istot.Każdy z nich był niebywały i nie minęła nawet chwila ,a oni wypuścili na nas szturm.
WIĘC ZACZĘŁA SIĘ BITWA!

Kilka słwo do Autora:

Planuję zrobić wielka wojnę, ale spodziewajcie się, że trochę to potrwa. Fanom, radzę uzbroić się w cierpliwość.         

 

 
   

niedziela, 26 maja 2013

8. Moja pierwsza wojna...

**Za późno...już nic nie zdziałamy...ten gnojek przyszedł po mój tron i po moja władzę...obiecałam sobie, że nikomu takiemu jak on nie oddam ! I choćbym miała zginać...nie cofnę się!!** 
 -K**** mać!- krzyknął Patriel, lecąc po raz kolejny na ziemie. Właśnie Walczyliśmy w trzy osobowym składzie, czyli ja, chłopak i Neko. Ja z dziewczyną walczyliśmy na ziemi, próbując odparować atak, tego przebrzydłego demona, a jej "boy" ostrzeliwał go z góry. Na próżno. Potwór, okazał się dzieckiem pustki( ależ niespodzianka!) i potrafił przecinać pociski, jak oraz je odbijać. Ale, co gorsza...miał zasłonięte oczy, więc z mojej mocy nici. Żaden z naszej drużyny nic nie mógł zrobić. Potwór bawił się nami, jak chciał. Nagle uznałem, że koniec. Muszę coś zrobic...Ale co? No właśnie i po chwili już wypowiedziałem zaklęcie:
-Disastrous Fate:...
-Oj oj oj nie wolno tak się rządzić, podczas mojej zabaaaawy!-tutaj pojawił się przede mną stwór i powalił rozcinając materiał mojego t-shirtu.Niespodziewanie usłyszałem głos Neko:
-Disastrous Fate: Burning at the stake!- Nagle...pojawił się z ziemi Drewniany krzyż, z którego wiły się łańcuchy. Nie minęła nawet chwila, a potwór został przywiązany i zaczął...płonąć w raz z krzyżem!
-RAAAAR...przeklęte gówniarze, jeszcze was dopadnę-wołał płonąc i sycząc z bólu-poczujecie gniew pustki!!
...
-Wszyscy ognia!-Zawołał Amber, stojąc na murach Bastionu.Na jej twarzy widniał gniew i chłód. Była bezwzględna, ale i zmartwiona...tylko czym? 
-Królowo! Król pustki, chce z panią rozmawiać !-Zawołała Driana, która przyleciała na mur prosto z frontu. Wyglądała...lekko mówiąc na dziecko z patologicznej rodziny. Cała we krwi, wszędzie sińce i rozcięcia...
-Wstrzymać ognień! 
W tym momencie nagle ucichło. Żadnych wystrzałów, wybuchów niczego. Nim zdążyli się wszyscy obrócic wyrosła przed nimi postać mężczyzny. Miał on czarne, długie sięgające do pasa włosy, chudą sylwetkę, odzianą w czarne szaty, na nogach buty, łudząco podobne do glanów wojskowych a w ręku trzymał kostur z trupią czaszką na szczycie. Jego oczy przypominały, coś w rodzaju, czarnych tuneli bez końca. 
-Witaj Feniksie...-Zaczął tonem pełnym szacunku, ale jednocześnie z lekką ironią.
-Witaj Lucyferze...
- Po co mamy przelewać krew, która jest cenna?
-Wątpie, abyście posiadali coś takiego...
-Ależ posiadamy moja droga...dziesięć posągów wybrało i dla nas...
-Niemożliwe! Taka moc, nie mogłaby zrobić czegoś tak potwor...
-Pierwsza zasada Underworldu kochana...Równowaga to podstawa!
-Nie jestem żadną K O C H A N Ą dla ciebie!
-eeech...jak zwykle napalasz się o byle co...nic się nie zmieniłaś...a wracając do tematu, mam dla ciebie propozycje. Wystaw swoją dziesiątkę przeciwko mojej dziesiątce?
-Ty gnoju...jeśli...
-Albo dowiedzą się prawdy o twoich błędach!-dokończył z okrutnym uśmiechem.
-Nie odw...aży...sz się...-wyjąkała, trzęsąc się, niczym galareta
-Ahahaha...chcesz się założyć?
-Brudne ścierwo...nie będę ryzykować tymi dziećmi, dle twojego chorego widzimi...
-W porządku-powiedziała niespodziewanie Lidka z poważnym wyrazem twarzy-Ja nie mam nic przeciwko
-Lid...-wyjąkała 
-Krew nie woda, więc i ja pójdę za siostrą-dodał Rolkimus, stojący za Lidką.
A zatem postanowione!-zawołał radośnie władca pustki-Teraz przejdźmy do zasad...
Stworzymy dwu-osobowe zespoły, każdy będzie walczył jednego dnia od południa do nocy na...Arenie przeznaczenia!
-Co?! Nie wyraziłam zgody!-powiedziała agresywnie, jakby wracała jej siła-to ja tutaj...
-Do zobaczenia!-nie dał dokończyć i przeniósł, się zostawiając po sobie dym.
-W co wyście się wpakowali...idioci!!!!-wykrzykiwała Amber odwrócona do Lidki i Rolkimusa. Była wręcz blada. Dosłownie!
-Musimy to zrobić...Królowo!-odrzekło rodzeństwo, zwieszając głowę w dół.
-Wy nie rozumiecie! Arena przeznaczenia to środek całego Underworldu, nikt wam z pomocą nie przyjdzie! Będziecie skazani na siebie! 
...
-Uwaga! Muszę wam coś ważnego powiedzieć!-powiedziała Amber spokojnym tonem. Znajdowaliśmy się w sali tronowej. Było to wielkie pomieszczenie, zdobione, kamiennymi gargulcami, z których pysków, ciekła lawa. Ponadto, zamiast okien znajdowały się witraże, przedstawiające, wizerunki różnych stworzeń. Każde z nich jednakże, kojarzyłem z legend.Na przeciwko drzwi znajdował się ogromny tron królewski, wykonany ze złota i ozdobiony czerwonym(wręcz krwistymi) kryształami. Amber siedziała na nim, a my staliśmy naprzeciwko niej, słuchając.-Jutro zostaniecie przeniesieni wraz z Drianą na Arenę przeznaczenia. Jest to miejsce, w którym będziecie walczyć wraz z dziesiątką innych ludzi. Codziennie będą wystawieni...
-D L A C Z E G O niby mamy walczyć?! -wykrzyczał Patriel w stronę królowej-Co nam to da, równie dobrze...
-Phoenix: Fire feather!-i tu z dłoni Amber, która podniosła ją ku górze, wyleciał stos piór, otaczających Upadłego Anioła-Jeszcze słowo, a te pióra wybuchną, zamieniając cię w kupkę pyłu...a wracając do tematu, zostaliście podzieleni, na dwu-osobowe zespoły, które będą wałczyć, z wrogą drużyną. Jutro wystartuje Patriel i Neko! Pojutrze Alex i Dziad! To tyle...możecie rozejść się do swoich sal.
W tym momencie, pióra znikły a chłopak, cały czerwony opuścił wraz z nami salę.  


Kilka słów od autora:
Od teraz będę pisał w pierwszej osobie, nie jako Paul, ale również jako inni członkowie "powieści" 
P.S  Mam nadzieję, że się wam chociaż podoba ;) 

     

 

czwartek, 23 maja 2013

7. Wojna rodzeństwa i kanonada wojny.

** Nienawidzę tego przebrzydłego gnojka...wydaje mu się, że jak posiada czystą esencje z dusz, to może robić wszystko, co mu się zachce. Parszywy K**** ! **
Wychodząc z pokoju, bałem się reakcji reszty. Skoro Milok zrobił minę, jakby mu striptizerka zdejmowała majtki za darmo. Będąc w drzwiach, spojrzałem przelotnie na współmieszkańca. On tylko odwrócił wzrok, jakby się wstydził. Nie dziwiłem mu się. Ledwo co można było na mnie patrzeć. Już znajdowałem się w sali, gdy usłyszałem krzyki:
-Ty tchórzu! Wyłaź!-wydzierała się Królowa bastionu, ciskając magmowymi włóczniami, lecącymi we wszystkich kierunkach. Omal nie dostałem w głowę. Niespodziewanie usłyszałem za sobą obcy, męski głos:
-Możesz mnie schować przed nią?
Odwróciłem głowę. Za mną stał niski, o niebieskiej cerze i włosach, unoszących się w powietrzu. Ubrany był w stary frak i staromodne kozaki. Biła od niego niebieskawa aura.
-yyy...-próbowałem coś wymyślić. Niespodziewanie usłyszałem dziki, nienaturalny wrzask Amber:
-Phoenix: Glory fire!-nagle wyrosły jej skrzydła, od których raziła poświata, niczym słońce w upalne dni. Od razu Spojrzała w moją stronę:
-A więc tam się ukrywasz!
-Spokojnie siostro...-usłyszałem za plecami
-N I E jestem twoją S I O S T R Ą ! Phoenix: Fire wing!-nagle jej dłonie zaczęły płonąć, a ona zaczęła nimi rysować coś na znak okręgu. Niespodziewanie wystrzeliły trzy ostrza w moją stronę. Zamknąłem oczy czekając na mój koniec. O dziwo nie doczekałem się go. Wokół mnie rozciągał się tarcza energetyczna, o łudząco podobnym kolorze co aura, istoty za mną.
-Zwariowałaś! chciałaś zabić swojego żołnierza!
-Ja nie...
-Jak ty się zachowujesz...rozumiem, że mnie nienawidzisz, ale nie ryzykuj cudzego życia, aby mnie zabić!
-Zamilcz! Zrobiłeś to celowo! Znowu chcesz mnie upokorzyć!
W tym momencie wyszła, przechodząc przez ściany. Po chwili odwrócił się do nas, patrząc na nas pobłażliwym wzrokiem:
-Wybaczcie jej ona po prostu...jest nieco rozdrażniona. O...tak gdzie moje maniery, zapomniałem się przedstawić. Mam na imię Gaelior Elenimnus. Jestem starszym bratem Amber.
-O co chodziło jej z tym, że zrobiłeś to celowo?-zapytałem się nieco roztrzęsiony, zapominając o podaniu swojego imienia.
-Właściwie...to...-zaczął się jąkając, się jakby szukał dobrej bajeczki-Ona...jest nieco agresywna i bardziej zwraca uwagę na wroga, a niżeli na sojusznika...
-Nie rozumiem. Mówisz, że woli zabijać, niż wspierać?
-To niezupełnie tak...ona...
W tym momencie przerwał mu krzyk, dobiegający spod drzwi prowadzących do sypialni. Odwróciłem głowę. Za mną stała Monte i Lidka, patrzące na mnie z przerażeniem.
-Co ci się stało?-powiedziała wysoka piskliwym przerażonym tonem
-Lepiej nie pytaj...
-Ale...co...ale jak?!
Może pozwoli pani-odrzekł Gaelior, który niespodziewanie pojawił się przed nią-Mam na imię Gaelior i mogę to wszystko wyjaśnić...otóż pański przyjaciel aktywował duszę...
-Jak niby?
-Używałeś jakiegoś polecenia poza podstawowym czarem?-zadał pytanie patrząc na mnie z dociekliwością.
Tak, jeśli dobrze pamiętam to nazywał się... Disastrous fate: End of beauty- Naglę, zaświeciło mi w oczach i poczułem dziwne mrowienie skóry. czułem, że zaraz stracę równowagę i upadnę. Kręciło mi się w głowię. Po chwili przestało. Spojrzałem na wszystkich po sali. Wyglądali na nieco zaskoczonych.
-To zaklęcie, którego używałeś to podstawowy czar do aktywacji prawdziwych zasobów Gorgony...korzystaj z nich mądrze..
-Aha...
W tym momencie doszła do nas reszta. Byliśmy już w komplecie i czekaliśmy na dalsze polecenia. Nie minęła minuta a tu nagle...BUCH! głośny wybuch, jakby ktoś zrzucił wszystkie zapasy bomb z II wojny światowej...spojrzałem po sali. Nic na razie nie ucierpiało ale wybuch wytoczył nas z równowagi i teraz wszyscy leżeliśmy w pozycjach...dość nienaturalnych. Z perspektywy ptaka wyglądałoby to jak, nie udane figury woskowe paralityków, spadających z wózka. Po chwili usłyszeliśmy kolejny wybuch tym razem mocniejszy! Nagle do sali wkroczyła królowa, wykrzykując:
-Do broni kompania! Siły wroga nas atakują!-
-...eee co?
I tutaj wybuchły nagle drzwi od Sali przed tronowej. W dymie stała postać, kształtem przypominająca połączenie anorektyka z wielką Kulą. Z pyska, który posiadał nie zliczoną ilość oczu, leciała maź. Jednak najbardziej zaskakująca były dwumetrowe szpony otoczone fioletowo-czarną energią. Istota przeniosła na nas swoje oczy i po chwili usłyszeliśmy:
-Dzieee...ciiiii chodźcie do dziadziusiaaaa!-ostatnie słowa były niczym warkot silnika samolotowego, szykującego się do startu. 
I tak o to jest nas dwanaścioro z czego dwoję się nienawidzi...świetnie!

**Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! On może za dużo wiedzieć i to jest najgorsze! On... nie powinien...nie zasłużył sobie na to...ale z drugiej strony mogę na tym zyskać...więc czemu czuję żal w sercu ?**

piątek, 17 maja 2013

6.Trening

**Pokażcie na co was stać! Mam nadzieje, że nie na darmo was tutaj ściągałam.**
-Cholera jasna!-wykrzyczał po raz kolejny Patriel, który próbował obronić się przed atakiem magmowego węża. Jego ciemne, włosy do szyi, całe spocone, oraz wypalona koszulka, ukazująca wyrzeźbioną sylwetkę...dawała wiele do myślenia. Teraz patrzył swoimi niebieskimi oczami, w bestię, która czekała na jego ruch. Bez chwili czekania od razu rzucił się na niego, celując sierpowym prosto w pysk. Nagle z ziemi dało się słyszeć Lidkę i Alex. Pierwsza z nich jest niską o drobnej budowie dziewczynką, z ciemnymi blond włosami. Druga natomiast,  nieco wyższą, hojnie obdarzoną przez naturę nastolatką o blond włosach i zielonych oczach. Za mną stała Neko, która osłaniała moje tyły i ostrzeliwała wrogów. Jej długie ciemne włosy, biała cera, wysoka, szczupła sylwetka i śnieżne oczy, czynią z niej idealną połówkę dla Upadłego Anioła. Milok, czarnowłosy dobrze zbudowany chłopak, też o błękitnych oczach, unosił się teraz i ratował plecy Patrielowi. W sylwetce jednakże, byli bardzo do siebie podobni, Rolkimus i Wildkeeper. Obaj byli chudzi i posiadali długie włosy. Z tą różnicą, że brat Lidki miał brązowe, a ten drugi blond.
Nagle usłyszałem wybuch.Okazało się, że Amber strzela pociskami, celując w Monte. Ona odbija je, ledwo nadążając za mentorką.
-No, szybciej!-naganiała ją -Pokaż na co cię stać Tytanio!
-eeech,ech...-sapała Monte-Ja już nie mogę, chwila przerwy...
-Nie ma przerwy! Na polu walki też nie będzie!-Wykrzyczała ognista Królowa, ciskając magmowym pociskiem. Dziewczyna zrobiła unik, co dosyć było nie prawdopodobne, przy jej wysokiej sylwetce. Swoje ciemne włosy miała zawiązane w kucyk. Zazwyczaj na nosie nosiła, różowe nerdy, jednak teraz wolała nie ryzykować ich utraty. W sumie nawet, nie przypominała wojowniczki. Zresztą  Dziad i ja też nie wyglądaliśmy. Chłopka w przeciwieństwie do mnie, był szczuplejszy i drobniejszej postury ode mnie i miał krótsze włosy tego samego koloru co ja, czyli blond. Ja natomiast byłem, najpulchniejszy z całej ekipy, przez co czułem się najgorszy...Nagle usłyszałem warkot i przed moją twarzą, przeleciał odłamek magmowy, kształtem przypominający włócznie. Wtedy usłyszałem głos:
-Ty może, lepiej się ruszaj, a nie stoisz, jak posąg-zawołała Amber śmiejąc się szyderczo-no ruszaj się!
-okee-zawołałem biegnąc w stronę nauczycielki. Ona nagle stworzyła trzy magmowe stwory, wyglądem przypominające jej psa. Biegły do mnie z prędkością, rozpędzonej torpedy i co najgorsze...nie posiadały oczów. Od razu odskoczyłem w lewą stronę, nie bacząc na możliwość upadku. Dzięki niezwykłej sile grawitacji, cudem uniknąłem bliskiego kontaktu z ziemią, ale stwory już nie. Jeden z nich rozpadł się na kawałki, natomiast tamte straciły tylko drobne elementy. Nie miałem czasu na obmyślenie planu, gdyż po chwili ponownie, musiałem bronic się przed "pieskami".
-No myśl, no myśl...jak obronić się przed czymś, co ma przewagę?-mówiła spokojnym tonem Amber.
Tylko, że jak ? Nic mi nie przychodziło do głowy...zupełnie nic. Niespodziewanie leciał w moim kierunku odłamek skalny, który wystrzelił jeden z potworów. Ku mojemu zaskoczeniu zrobiłem unik...mało tego, wyskoczyłem na wysokość dwóch metrów i ponownie doznałem przypływu mocy, jaki objawił mi się podczas mojej pierwszej walki:
- Disastrous fate: End of beauty-I nagle  spadło na nich coś w rodzaju niebiańskiego światła tylko, że brakowało w nim blasku i jasności. Po chwili bestie zaczęły rozpadać się przypominając powoli coś znacznie ohydniejszego, nawet od samego siebie. Stwory zamieniły się w pył. Gdy mózg znowu zaczął nadawać moje stare, w miarę normalne fale, od razu skierowałem pytanie do Magmowej Królowej:
-Jak ja to zrobiłem? Przecież nigdy czegoś takiego nie robiłem...
-To umiejętności i styl jaki narzuca wam Dusza-odrzekła spokojnym tonem-Jak myślisz...Dlaczego udało tobie i twoim przyjaciołom wygrać walkę, prawie bez zadrapań?
-To O N I mają nad nami taką władzę?!-wykrzyczałem nie mogąc uwierzyć.
-No co ty głuptasie-odpowiedziała spokojnie, śmiejąc się-Tylko w tym przypadku...
-tylko?
-Hmmm...CO TO ma być?-Powiedziała poważnym tonem-Już do ćwiczeń!-I po niespełna kilku sekundach, z ziemi wyłoniły się olbrzymie, lawowe motyle, wielkości bociania. Zamiast, aparatów gębowych, posiadały kolce. 
-No bez jaj!-wykrzyczałem
...
-O cholera!-wyrzucił z siebie Milok, oddychając z głośnością równej, lokomotywie. Wszyscy wyglądali na zmęczonych i wycieńczonych. Niektórzy nawet, zasypiali na miejscu. Właśnie skończył się trening. Amber stała i patrzyła na nas z politowaniem. Nagle pojawiła się Driana:
-Królowo...przybył pani brat-powiedziała poważnym tonem nie ukazując żadnych emocji.
-Czego O N tu szuka?-powiedziała zaciskając wargi.
-Mistrzu...-powiedziała cicho Neko-Czy jest coś o czym powinniśmy wiedzieć?
 -Jest wiele rzeczy wiedźmo...ale nie wiem czy zdąże wam wszystko to wyjaśnić. Póki co udajcie się do swoich pokoi, tam będzie na was czekać posiłek.
-Dobrze- odpowiedzieliśmy wszyscy razem
wchodząc do pokoju, znajdowałem się już w innym. Był on bardziej tropikalny i miał dużo rodzajów roślin. Nagle usłyszałem za sobą:
-Co ty tutaj robisz?
Odwróciłem głowę. Za mną stał Milok, spoglądający na mnie...dość niezwyczajnie.
-chyba tutaj śpię...-odrzekłem spoglądając na niego przelotnie.-zwykły pech i tyle.
-Czy ja wiem...-spojrzał na mnie-przynajmniej jedno z nas nie musi leżeć na podłodze...
-W sumie fakt-odpowiedziałem śmiejąc się.
Po ogarnięciu naszych ciał, położyliśmy się spać.
.
.
.
Już od rana poczułem dziwny ból. Spojrzałem na Miloka. Leżał za mną odwrócony twarzą w moją stronę. Wstałem z łóżka i pokierowałem się do Lustra. Nagle zamarłem. TO nie byłem ja! Przede mną stała inna osoba! Szczuplejsza sylwetka, dłonie przypominające szpony, złote lśniące oczy i włosy...to nie były włosy to były węże. Gdy tak stałem jak paralityk przed lustrem, nagle usłyszałem ziewnięcie.
-Milok!-zawołałem.
-Czego się wydzierasz o takiej...O KUR**!-wykrzyczał wręcz ostatnie słowa.
-No właśnie!
-Ale...nie wyglądasz ta strasznie i co ważniejsze...schudłeś!-odpowiedział próbując mnie pocieszyć.
Od tego momentu,gdy ujrzałem się w lustrze i zobaczyłem czym już jestem, moje życie troszeczkę się zmieniło tutaj...bo już nic bardziej go zmienić nie mogło.

**JAK! CZEMU! przecież on nie jest winny...on nie powinien ulec klątwie tylko dlatego, że...CHOLERNA ATENA! JE****  D****A!!**
  

wtorek, 14 maja 2013

5. Pierwsza noc w Bastionie...

**Od dzisiaj, będziemy niepokonani! od dzisiaj zniszczymy zło i naprawimy błędy, które...**
-Może zacznę od początku-powiedziała Amber tonem uprzejmym-Jesteście w moim pałacu, ostatniej stojącej twierdzy, w której istnieje coś po za pustką. Co pięć lat wybieramy dziesięcioro dzieci w wieku dojrzewania, aby stawili czoła złu. Sposób wybierania odbywa się, po przez rzut obolem przeznaczenia, która poszukuję odpowiednich ludzi. Tym razem padło na was. Aby ktokolwiek chciał się tu dostać, musi najpierw zginać w bardzo okrutny sposób, a jego winowajcą musi  być człowiek, coś znaczący dla tej osoby. A kto nie jest najlepszym winowajcą, jak rodzic? Z góry wybaczcie za taki sposób, przywołania, ale nie mieliśmy wyboru. Jednakże przejdźmy do sprawy. Każdy z wybranych dzieci, otrzymuje kilka dni przed przybyciem do nas dar, który rozwija się w was stopniowo, aż osiągnie wiek pierwszorzędny. Później wysyłamy widma, które stopniową opętują bliską wam osobę, aż w końcu zdobywają nad nią władzę. I w taki sposób widma was zabijają, a wy wkraczacie w nasz wymiar. Oczywiście po wszystkim cofamy czas i dajemy wam żyć, ale teraz...proszę was o pomoc. Musicie użyć waszych mocy i pomóc nam walczyć z dziećmi pustki...co najgorsze, te dzieci to ludzie, którzy popełnili samobójstwo, bez przyczyny...czyli są puści. To tyle ze wstępu...Od jutra zajmiemy się treningiem, więc dobrze się wyśpijcie. Będziecie musieli podzielić się łożami, gdyż mam niestety tylko pięć pokoi. Nie martwcie się, kto z kim ma spać, pokoje same was wybiorą. Po tych słowach, lawowa istota rozpłynęła się w powietrzu, a na jej miejsce pojawiła się, dobrze nam znana istota, czyli Driana. Powitała nas radosnym głosem:
-Całę szczęście, ze nie daliście się zabić...była by szkoda stracić takich ludzi- po czym dodała uśmiechając się-Widziałam waszą walkę i powiem wprost, nikt tak nie zaczął, jak wy! Byliście wręcz rewelacyjni! Wróżę wam ciekawą przyszłość.
-Dziękujemy-odezwała się Neko, dojrzałym i o dziwo spokojnym głosem.
-Czy mogłabyś pokazać nam nasze sypialnie?-odezwał się Wildkeeper, ziewając ze zmęczenia.
-Ostatnie drzwi po lewej stronie-odrzekła.
-Okeeee...- odpowiedział ziewając i udał się do drzwi.
Po chwili za śladami keepera ruszyły dziewczyny, Patriel i Rolkimus. Zatem zostałem w sali z Drianą, Dziadem i Milokiem. Pierwszy zabrałem głos:
-Może opowiesz coś o tych darach?
-To są talenty otrzymane od dusz mitycznych stworzeń, które w was umieszczamy. Później z czasem i treningiem dusza zaczyna się rozwijać, aż w końcu można ją przywołać lub przemienić się w nią. Każdy z darów jest powiązany z osobą mitu. Ty na przykład możesz zamieniać w kamień, kolega za tobą potrafi przywoływać duszę zmarłych jak i nią być. Natomiast on-wskazała palcem na Miloka- może wspierać bliskich swoimi umiejętnościami, jak ich bronić.
W tym momencie usłyszałem ziewnięcie od Dziada i Miloka równocześnie. Ja też robiłem się, co raz bardziej senny, więc postanowiłem pójść z nimi na spoczynek. Pożegnaliśmy Drianę miłym uśmiechem i poszliśmy do sypialni. W tym momencie ujrzałem coś dziwnego. Istota ów ma dziwną plamę na dłoni, wyglądała jak poparzenie, ale gdzieś je już widziałem...tylko gdzie?
Poddaj się. Mówiłem sobie. Za dużo myślisz i tracisz powoli nad tym kontrolę. Idąc do drewnianych drzwi ,spojrzałem przelotnie na chłopaków. Szli równym miarowym tempem, nie patrząc na siebie, tylko przyglądając się obrazom. Po chwili znaleźliśmy się przed drzwiami. Nie czekając na resztę przeszedłem przez nie...i...niespodziewanie przeniosło mnie do pokoju z wielkim drewnianym łożem w stylu wiktoriańskim. Wielkie Lustro i obok obraz, małej dziewczynki z płonącymi włosami, dawały ciekawy efekt, że to pomieszczenie należy nie tylko do samej Amber...znaczy Królowej. Po chwili usłyszałem krzyk, odwróciłem głowę i...niczego nie zauważyłem. Może mi się zdawało. Po chwili, przebrany już w piżamę, która leżała w szufladce,położyłem się spać.
.
.
.
-AAAAA!
-AAAAA!-odpowiedziałem przerażony, wyskakując z łóżka. Patrząc na nie, ujrzałem kogoś, kto doprowadził mnie do zawału...to była Alex. Leżała w łóżku i wykrzykiwała w niebo głosy.
-Spokojnie, spokojnie, czemu tak się wydzierasz?!-odkrzyknąłem próbując opanować ją. Już zaczynałem tracic nad sobą kontrolę. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi i oto weszła Driana witając nas:
-Za dziesięć minut w sali przed królewskiej.
-Ale...-próbowałem się zapytać dlaczego.
-Żadnych ale! to rozkaz Królowej
-eech-spojrzałem przelotnie na Alex-Czyli muszę spac na podłodze...
-Nie no co ty-odrzekła, chichocząc-Po prostu się zlękłam. Możesz spać ze mną, mnie to niczego nie zrobi...
-W takim razie, dziękuje i lepiej ruszaj się, bo możemy się spóźnić...
-Ok.
Wyszliśmy z sali i...jakimś cudem znaleźliśmy się na sali przed królewskiej. Wyglądał już, jak bez skazy, jakby nic się nie wydarzyło ostatniego wieczoru. Przed samymi drzwiami stała Amber, a obok niej Inferno, czyli jej ognisty pies.
-A zatem,-rzekła-Zaczynamy trening.
Już po chwili przywołała z lawy stwory różnej maści, od małych latając, kulek z jednym wielkim okiem, po lawowe olbrzymy z ostrymi odłamkami magmowymi zamiast odnóży.
** I tak o to, zaczęłam rozwijać się i uczyć od niego czegoś więcej, jak walki i współpracy...pomimo naszego losu.**